|
czwartek, 11 września 2008
koniec bloga
W zwiazku z wyczerpaniem limitu pamieci na zamieszczanie zdjec, zalozylem nowy blog: http://agronauta2.blox.pl/html (link rowniez w zakladce po prawej stronie). Od dzis tam bedzie kontynuowana relacja z mojego zycia doczesnego;). Jednoczesnie z zalozeniem nowego bloga powrocilem do slowianskiego imienia: scibor1. Ten wpis jest ostatnim firmowanym finskim terminem "helokki". Co jak wytrwali abonenci pamietaja, oznacza wiesiolka;).
środa, 10 września 2008
poranek bizona
Bladym switem na gumnie mozna zaobserwowac na przyklad jak grzyby rosna:
To taka moja uprawa, pozwalam im osiagnac stadium "starego grzyba", glaboko wierzac w rozsiewanie zarodnikow. Moze w ten sposob bede mial plantacje. Przy drodze mozna napotkac rownie dorodne okazy:
ale akurat temu to jakos nie wierze... Bizony podziwiaja wschod slonca:
Niech podziwiaja, droga czeka:
Obchod gumna owocuje widokiem owocow ziemi:
to aronia chyba jest. No jablka tez zapowiadaja sie apetycznie:
ze o orzechach nie wspomne:
Wspominac zreszta nie ma co, bo na trzech leszczynach znalazlem tylko te dwa orzechy... Zapewne ten zbrodniarz zezarl reszte:
Tego z kolei oskarzyli o cos innego, bo sam sie powiesil na trawie:
Sliwek jest w tym roku urodzaj:
podobnie jak winogron:
A po skonczonym obchodzie najlepiej byloby wziac piwo w garsc i zapodac sobie taki widok:
no ale nie lza...
wtorek, 09 września 2008
dwórzniańska masakra piłą łańcuchową
Narabalem sie dzisiaj. Doslownie. I nacialem. Pole bitwy wygladalo o tak:
Jak to na polu bitwy, pojawiaja sie padlinozercy...
Niektore zas ofiary budza groze wywolana skojarzeniami...:
A jutro znow na wojne do lasu...
poniedziałek, 08 września 2008
Na wyrebie
caly dzien spedzilem. Wycialem dwa zagajniki i jedno konkretne drzewo. Obalone wygladalo tak:
A jak sie z nim uporalem to wygladlo tak:
Oglednie rzecz biorac zjebany jestem straszliwie i marze o dotarciu do lozka. Inna rzecz, ze podczas wyrebu prawie caly czas lalo, wiec...
niedziela, 07 września 2008
orca
Od jakiegos czasu zycie mi zdominowal pewnien walen. I bynajmniej nie chodzi o walenia jako czynnosc, ale o orke jako oranie. Powiedzialbym, ze od switu do nocy... no z tym switem to przesada, ale jak bylem w polowie pola to wygladalo to mniej wiecej tak:
A nastepnego dnia okazalo sie, ze efekt byl.... calkiem niezly;)
Uporalem sie z tym i mam tydzien wolnego od pola. Zeby jezdzic do lasu wycinac drzewa:/. Przynajmniej tam spokoj miec bede... Dzis pojechalem zobaczyc, czy general skosil juz laka na Paprocinie. Skosil, wlasnie jechal przewracac. No i jak tak za nim jechalem, to mu odlecial jeden beben od przewracarki rotacyjnej. Ot, srubka sie odkrecila... Znaczy sie w sama pore przyjechalem, bo skoczylismy do niego po sruby i podkladki, zeby mogl od reki na polu naprawic i dalej dzialac. Po naprawie sprzet ruszyl w pole:
A potem natchnelo mnie na pociecie drewna w stodole i przy okazji pociupania troche siekiera. Jak zwykle ciupanie odbywalo sie do pierwszej krwi. Trafilem sie w ten palec co zwykle, dla odmiany nieco nizej. Ale co sie naciupalem to moje. To sie nazywa ciupac do utraty tchu lub palca...;)
czwartek, 04 września 2008
wtorek, 02 września 2008
katastrofa budowlana
Dzien pod znakiem bronowania. Od 9tej do 18tej, z przerwa na obiad.
Oczywiscie zaden weterynarz do Tymka nie przyjechal. Profilaktycznie oddzielilismy go od reszty, niech ma wakacje. Zobaczymy jak jutro bedzie to wygladac. No i odwiedzilem bobry. Bobry sa szkodnikami, bo robia takie rzeczy:
I przez takie ich budowanie bez pozwolenia wydarzaja sie takie rzeczy, jak np zalane pola. Coz, zupelnym zbiegiem okolicznosci bylem swiadkiem katastrofy budowlanej:
Wyrownywanie poziomow trwa. Zobaczymy jutro.
poniedziałek, 01 września 2008
w czarnej dziurze
Pierwszy dzien nowego zycia marny. Pol dnia walczylem z kulejacym Tymkiem, ale jedyne co osiagnalem to zdemolowana stajnie i rozwalona warge. Konska. A, i rozerwany kantar. Konowala mi trzeba, trza mu dac gluptaka jakiegos i zrobic w znieczuleniu. No ale to juz plan na jutro. Po poludniu robilismy ogrodzenie dla krowiszonow. Rece mi sie do tej pory trzesa od mlotka. No i walnalem sie w reke. Mlotkiem. W to samo miejsce co ostatnio siekiera. Ale zrobilismy, wyszlo niezle. Poznym popoludniem zakolczykowalem owce. Pierwszy raz to robilem, o dziwo jakos poszlo. Owca przezyla. Wieczorem mialem jechac po mleko. Drzewolamacz poinformowal mnie o awarii ukladu hamulcowego. Jakims cudem wydedukowalem, ze mam wyciek plynu ze zbiorniczka. Podkusilo mnie zdemontowac, i dobrze. Zbiorniczek byl pekniety. Naprawilem, zobaczymy na ile wystarczy. Brakujacy plyn wzialem z akordeonu. Przy okazji okazalo sie, ze w chlodnicy akordeonu znow pusto. A wiec wyciek. Smutne, rece opadaja. Mlodej zwiala Freja. W Zawoji. Nie znalazla sie jeszcze. Mloda podlamana. Ja tez. Paradoksalnie podejrzewam nowa obroze o wspoludzial. Taka na pilota. Idiotyzm, zdalnie sterowane psy to tylko w filmach. Powoli brakuje mi sil...
niedziela, 31 sierpnia 2008
Vitrupe Lada drift
A tak wogole to zatrzymalem sie na wczesniejszym parkingu nad owym Morzem Bursztynowym no i musze przyznac, ze tez mi sie podobalo. Moze dlatego ze od pewnego czasu zauwazam pojazdy spod znaku drakkara? A z innych wiesci to motor sprzedaje. Bo nie mam kasy. Moze to i dobrze, pozbede sie ostatniego symbolu minionego luksusu i moze dzieki temu lepiej sie zaadoptuje w nadchodzacej czarnej dziurze? No i Tymek okulal, jutro sprobuje cos z tym zrobic...
|
Archiwum
|